Pokaż Broumovske steny na większej mapie

Broumovske Steny

30.04- 2.05.2011

 

Obszar Gór Stołowych[1] wciśniety pomiędzy najbardziej spektakularne tereny, którymi są na zachodzie Teplickie skalne miasto, a po wschodniej Szczelniec i Błędne Skały nosi nazwę Braumowskich ścian. A to dlatego, że w masyw ten opada w kierunku północno-wschodni wschodnim stromymi,

Wręcz, pionowymi stokami. Stoki  te zostały obmurowane skalnymi ostańcami. Natomiast przeciwległe stoki opadające w kierunku Polic są łagodne, wręcz płaskie. Braumowskie ściany nazwę biorą od Braumova-  takiego lokalnego „Zakopanego” Gór Stołowych. Ponieważ zarówno po Szczelińcu i po Czeskim Skalnym Mieście już łaziłem, więc warto byłoby w końcu poznać te ściany.

Okazja jak zwykle wypadła na majowy weekend 2011.

            Zaczynam od grupy górskiej Ostasz[2], położonej 3,5 km na północ od Polic nad Metuji. Start z parkingu, gdzie dojeżdżam dzięki uprzejmości szwagra Piotrka. Plecak zostawiam w ładnym ośrodku kempingowym, i na lekko idę na Górny Labirynt. Obejście zajmuje mi jakąś godzinę. Robię znakowaną na niebiesko pętlę i schodzę z powrotem pod ośrodek. Nie dokuję jednak przy budce z piwem, tylko kilkanaście kroków wcześniej odbijam za znakami zielonymi w lewo, na Dolny Labirynt. Całość idealnie nadaje się na spacer rodzinny nawet z dwuletnim maluchem. Można także całkiem miło spędzić weekend wynajmując jakiś domek (www.ostas.ardspach.cz). Odbieram plecak, zjadam kanapki popijając piwem, zarzucam plecak i idę w kierunku widocznej grani Broumovskich Sten. Szlak w większości biegnie lokalną drogą. Dochodzę do wsi Hlavňov. Odpuszczam sobie wejście wprost na Hvezde i wybieram okrężną drogę przez Kovarovą rokle[3], czyli Kowalowy wąwóz. Wlot do doliny blokują liczne domki letniskowe, a szlak niemal wiedzie ich podwórkami. Szybko jednak zostają one w tyle, a przed nami i nad nami wznoszą się coraz wyższe i potężniejsze skalne ostańce. Rokla (czyli po naszemu wąwóz, parów) robi coraz większe wrażenie. Olbrzymie skalne ściany z obu stron zacieśniają się coraz bardziej, by w końcu stworzyć skalną bramę, przez którą musimy się przecisnąć, trochę brodząc przez potoczek. Dochodzę do „grani głównej”. Do schroniska Hvezda mam 4 km marszu. Ponieważ główny kierunek mojego marszu jest w przeciwną stronę, ale dla zjedzenia ciepłego obiadu warto nadłożyć te 4 km w jedną stronę, więc plecak ląduje pod drzewem. Ponieważ pod schronisko można dojechać samochodem, po szklaku spaceruje, więc sporo ludzi. Przeważają Rodacy korzystający z majówki. W schronisku podobnie, jednak ze znalezieniem wolnego miejsca nie mam kłopotów. Pogoda cały czas sprzyja. Jest w sam raz, ani nie za gorąco, ani nie za zimno. Wracam do odpoczywającego pod drzewem plecaka. Po drodze razem z polską Kovarovą rokle wycieczką podziwiam panoramę kovarowego wąwozu ze Skalnego Divadla, czyli skalnego teatru. Robi wrażenie. Vyhlidaki, czyli punkty widokowe (ciekaw jestem, dlaczego niektóre słowa w czeskim czy słowackim języku trafnie oddają znaczenie, a w naszym musimy posługiwać się opisami- tak właśnie jest z vyhliadką) są bardzo częstym zjawiskiem w Górach Stołowych. Wydłużają one marszrutę, ale warto „stracić” trochę na nie czasu dla widoku, jaki z nich się roztacza. Wędrując dalej „główna” granią za czerwonym szlakiem po drodze mijam vyhliadki na Supi Hniazdo i na Ovcinie- z obu w zasadzie widać to samo, czyli Kotlinę Broumovską. Inne za to widoki rozpościerają się z punktu widokowego na Čertova Tchýnĕ (Teściowa Diabła) i na Zajaci rokle (Zajęczy wąwóz), które mijam tuż przed rozdrożem Nad Slavnym. Tu wypada pierwszy nocleg. Rozbijam namiot w miejscu odpoczynkowym, tuż przy zamkniętej dla ruchu drodze ze Slavnego do Martinkovic. Ruch pieszy i rowerowy na drodze spory, biorąc pod uwagę wieczorową porę. Na pobliskim parkingu (którego na szczęście z mojego biwaku nie widać) trwa jakaś imprezka, ale nie zaprosili mnie, to nie wiem, co jedli. Biorę wodę z najbliższego domu na wieczorną kolację i poranne śniadanie. Jeszcze robię spacer na pobliską a jakże vyhlidkę (chyba czwarta lub piąta dziś) Slavenskie Skały i jeszcze „za dnia” kładę się spać w nowym, jeszcze pachnącym namiocie Muwang I. Po ubiegłorocznych ciężkich przejściach w Górach Orlickich, obiecałem sobie, że wyposażę się w jednoosobowy dwupowłokowy, ale LEKKI namiot. No i proszę Muwang I waży łącznie ze szpilkami 1,8 kg. Kształt (tzw „trumna”) nie ułatwia co prawda manewrów przy ubieraniu się, ale przy odrobinie cierpliwości można to zrobić całkiem sprawnie. Zaletą jest jeszcze mały przedsionek, w którym można schować nawet sporych rozmiarów plecach, a także zagotować wodę nie wychodząc ze śpiwora.

            Siódma rano, pora wstawać. Wczorajsze ponad siedmiogodzinne wędrowanie trochę dało się we znaki moim nogom, ale nie na tyle, żeby po jedenastu godzinach spania, nie być gotowym do dalszej drogi. Jak zwykle więc śniadanie a potem pakowanie z równoczesnym popijaniem kawy z izotermicznego kubka. Ósma rano wymarsz. Zmieniam szlak na żółty i wchodzę w Zajęczy wąwóz. Zbocza i dno zawalone olbrzymimi głazami. Wąwóz wygląda jakby całe Góry Stołowe ktoś wysprzątał z niepotrzebnych skał i tu urządził sobie wysypisko. Tylko zrobił to na tyle dawno, że całość porosła lasem, a głazy mchem. Opuszczamy wąwóz i idąc całkiem miłą ścieżką dochodzimy do brukowanej drogi, którą wiedzie rowerowy zielony szlak. Po drodze mijam strefę sanitarną ujęcia wody. Warto uzupełnić zapasy, gdyż w Górach Stołowych woda jest na wagę złota. Odbijamy z drogi i trochę mamy pod górę. Zaraz jednak dochodzimy do pierwszego dziś odgałęzienia na vyhliadkę. Do Kamiennej Bramy (na mapie Góry Stołowe wydane przez „Plan” oznaczono, że szlak wiedzie dalej niż do Kamiennej Bramy aż na szczyt Velka Kupa, ale w rzeczywistości tak nie jest). Bramę zdecydowanie warto zobaczyć.

            Nadzwyczaj dobrze wędruje się po tych górach. Nie ma zbyt ostrych lub nużących, długich podejść, za to, co chwilę przed oczami ukazują różne skalne ostańce. Doceniają to turyści, których w tym rejonie spotykam dosyć sporo. A są i to całe rodziny z dziećmi, i młodzież szkolna, ludzie w sile wieku i emeryci. Zapuszczają się tu wycieczki zakwaterowane w pobliskim schronisku PTTK w Pasterce. Tylko dzięki „strefie Schengen” jest to możliwe, choć nie ma tu żadnego turystycznego przejścia granicznego.

            Kolejna vyhlidka, 3km, a więc dosyć daleko. Plecak ląduje w krzakach i ja zasuwam na lekko. Na Korune, czyli Korone. Nie spodziewając się żadnych rewelacji idę raczej po to by zaliczyć, niż zwiedzać. Ale na miejscu miłe zaskoczenia. Po całej serii dotychczasowych vyhliadek z widokiem na kotlinę Broumova, tym razem wzrok pada wzdłuż uskoku tektonicznego, 

czyli tej „ściany” od której pasmo nosi swoją nazwę.  U podnóża uskoku widać dolinę Červenohorskiego potoku, która częściowo należy do Czech, a częściowo do Polski. Po naszej stronie wzrok przykuwa zalew w Radkowie, oraz wznoszący się nad nim masyw Szczelińców z pokaźną polaną wznoszącą się ponad wieś Pasterka.

Ufff, szkoda byłoby zignorować drogowskaz i odpuścić sobie ten widok.

 Podobne widoki mam jeszcze ze z najwyższego punktu, czyli z Bożanowieckich Skał, (Božanovicky Spicak 773 mnpm) oraz z Juhaskovej vyhlidaki. Dochodzą do dużego rozwidlenia szlaków Panuv Křiž. I to tych pieszych jak i rowerowych. Choć skalne ścieżki nie sprzyjają rowerzystom, to wytyczono tu gęstą sieć szlaków rowerowych, bazując o leśne drogi, omijając nieprzejezdne skalne miejsca. Tu akurat sporo ludzi. Szlaki rozchodzą się w wielu kierunkach, obserwuję ludzi, którzy obracając w rękach mapę, próbują ustalić właściwy kierunek marszu.”Tędy” pada stanowczy głos głowy rodziny. I poszli. Jedząc świeżo zalany wrzątkiem „gorący kubek” widzę jak wracają. Krótki rzut oka na tablicę z mapą okolicy i idą dokładnie w przeciwną stronę, niż wskazany męską ręką poprzedni kierunek. Sam zresztą zanim wrzucę plecak „na garb” chwilę stoję i orientuję się gdzie biegnie szlak, którym planuję dalszą drogę. Idę żółtym na tzw Bludište. Ciekawy szlak kluczący pomiędzy skałami. Po drodze mijam kilka skalnych gniazd z ostatnim o wdzięcznej nazwie Sovi Hradek (chyba sowi zameczek). Dalej następuje najbardziej strome zejście na tej wycieczce i ląduję w miejscu o niemiłej nazwie „U zabiteho”. Ponoć zabito tu niegdyś dobosza, którego bębnienie słychać jeszcze czasem. Schodzę do niewielkiej osady Řeřišny. Na mapie mam tu zaznaczone pole biwakowe. Jakoś go nie znajduję, rozbijam, więc namiot na skraju łąki, tuż nad potokiem. Do pory na sen jeszcze sporo czasu, więc idę wzdłuż głównej, szutrowej drogi. Ciekawie. Zawracam. Przechodzę swój namiot i idę dalej. Jakaś dziwna, drewniana budowla nie to szałas, ni to ruina domu mnie zaciekawiła. Idę tam. I jest moje pole biwakowe. Zgrabnie zrobione urządzenia do mycia się, a jakże, prostu w potoku, miejsce na ognisko, jakiś totem. A ten dom- szałas, to po prostu taka niby recepcja-bufet, tylko ze zdemontowanym i ułożonym wewnątrz dachem. Pewnie uruchomią to miejsce w sezonie. Wracam i akurat tak się złożyło, że nadeszła pora.

           
Starzy ludzie mówią ze od wody „ciągnie”. Kurcze, tej nocy zaciągnęło, że hej! No tak zimno, to nawet pod Mont Blanc nie było!!! Zmarzłem okrutnie. I już wiem, że następnym razem na wiosnę w bezpośrednim sąsiedztwie potoku się nie rozbiję. Przeanalizowałem na szybko swoje dotychczasowe wiosenne noclegi w sąsiedztwie potoków, i faktycznie w zasadzie każdy z nich do ciepłych nie należał. Za to noclegi gdzieś na przełęczy, na górce, zawsze były cieplejsze. Tak, tak zimne powietrze, jako lżejsze zawsze spływa na dół, a potok przecież płynie zawsze dołem.

Jedynym ratunkiem jest gorąca herbata bez wychodzenia ze śpiwora. Dobrze że Muwang I daje taką możliwość.

            Ostatni dzień to dojście do Polic Nad Metuji. Wygodny niebieski szlak, a potem nieznakowana, polna droga szybko doprowadza mnie w umówione ze szwagrem Piotrem miejsce. Po z drodze mijam kilka krzyży pątniczych, bo tędy wiodła właśnie pątnicza droga z Polic do Wambierzyc. A szerokie pola zapewniają stały widok na bliższą i dalszą okolice z Czeskim Skalnym Miastem na czele.

Góry Stołowe- te czeskie gorąco polecam.

 



[1] Góry Stołowe (332.48; niem. Heuscheuergebirge, czes. Stolové hory, dawn. Hejšowina) – masyw górski w Sudetach Środkowych, na styku z Sudetami Wschodnimi. Wypiętrzone przed 30 milionami lat są jednymi z nielicznych w Europie gór płytowych. Płyty z górnokredowych piaskowców ciosowych ułożone są poziomo – stąd nazwa gór, bo płaskie jak stół. Zachodnia część Gór Stołowych leży na terenie Republiki Czeskiej i nosi nazwę Wyżyna Broumovska. Północno-zachodni skraj pasma w okolicach  Mieroszowa – Gorzeszowa – Krzeszowa – Chełmska – Okrzeszyna  nosi nazwę  Zaworów. W 1993 na terenie Gór Stołowych utworzono Park Narodowy Gór Stołowych.

[2] Ostaš (niem. Wostasch, Ostasch, pol. Ostasz) – szczyt (700 m n.p.m.) w czeskiej części Gór Stołowych. Wzniesienie położone jest około 3,0 km na północny zachód od centrum Police nad Metuji, w granicach Obszaru Chronionego Krajobrazu Broumovsko. Wzniesienie o charakterystycznym stołowym kształcie, z wyraźną płaską częścią szczytową, jest jednym z wyższych wzniesień czeskiej części Gór Stołowych. Góra stanowi obszar rezerwatu przyrody Ostaš. Część szczytowa położone jest na niewielkiej wierzchowinie stołowej, którą tworzą dwie olbrzymie płyty skalne, zbudowane z górnokredowych piaskowców ciosowych, która we wszystkich kierunkach opada 40-metrowymi pionowymi skalnymi ścianami, które w niższych partiach przechodzą w strome zbocza, porośnięte lasem regla dolnego. Na wierzchołku płyty górnej położona jest Frydlantska Skała z punktem widokowym, a na skraju płyty platforma widokowa. Piaskowcowa powierzchnia szczytu jest zwietrzała, popękana i poprzecinane wieloma szczelinami, a między dwoma płytami skalnymi na wierzchowinie znajdują się dwa labirynty skalne. Na wschodnim zboczu wyższej płyty, znajduje się labirynt górny, z szeregiem osobliwych utworów skalnych, a na niższej, północno-wschodniej płycie znajduje się labirynt dolny, oraz większe ugrupowanie skalne zwane Koci Gród, z pomnikiem przyrody Kocie Skały i Jaskinią Braci Czeskich. Mimo niewielkiej wysokości bezwzględnej, wzniesienie widoczne jest z daleka jako odosobniony masyw skalny. Na górze znajduje się kilka punktów widokowych, z których roztaczają się panoramy Broumowskich Ścian, Karkonoszy, Gór Kamiennych, Sowich, Orlickich i Bystrzyckich. W skrajnych częściach góry dochodzi do ruchów masywów i wież skalnych. Zjawiska te są badane za pomocą zainstalowanej sieci punktów geodezyjnych oraz przyrządów pomiarowych. 22 kwietnia 1992 roku zanotowano lokalne wstrząsy o sile 2,4 stopni w skali Richtera.

[3] Kovarova rokle (Kowalowy Wąwóz) bierze swój początek na grzbiecie Bromovskich Ścian niedaleko punktu widokowego znajdującego się na skale Supi Kos (702m.n.p.m) Głęboki, romantyczny skalny kanion przejdziemy czerwonym szlakiem, który prowadzi z miejscowości Police nad Metuji do Chaty Hvezda. Masywy skał obramowujących kanion osiągają wysokość 60-100metrów, a jar jest miejscami bardzo wąski dochodzący miejscami zaledwie do dwóch metrów szerokości. W dolnej części znajduje się jaskinia Marianska (właściwie to jest grota), do której prowadzi odgałęzienie szlaku. Płaskorzeźbę w piaskowcowej skale wykonał wrocławski rzeźbiarz O.Rachner w r.1886. Długość trasy wynosi około 2-2,5km licząc od grzbietu Broumovskich Skal do malowniczej miejscowości Hlavnov. Na grzbiet Bromowskich skał możemy wrócić żółtym szlakiem, podejście nie jest strome, a trasa też jest ciekawa. Gdy dojdziemy na górę skręcimy w kierunku na Supi Kos, a dalej do Hvezdy. Całość - licząc od Hlavnova do Hvezdy to około 4km marszu.

 powrót

Galeria Bramovske Steny